|
Mamy Mikołajka, Ignacego i Jeremiego blog rodziców trójki dzieciaków :-)
|
"Enlightenment for a wave in the ocean is the moment the wave realises that it is water."
|
|
matki Po raz kolejny "natchnieniem" dla napisania tej notki jest cedosia . Mamy sporo wspólnego - i liczba dzieci jest tu tylko przypadkowa ;-) Czasami aż mnie zadziwia, że jest gdzieś zupełnie "obca" osoba z której odczuciami można aż tak się identyfikować. Bo Cedosia bardzo często pisze to co i ja bym napisała. Więc ja już nie czuję potrzeby eskalacji siebie - skoro ktoś to już ujął w słowa. I pozostaje mi sie tylko pod nimi podpisać. Czasami jednak "przywali" taką notkę jak ostatnia. Że mnie wbija w fotel. No bo ludzie - rozumiem, podobne sytuacje, podobne uroki życia codziennego z autysytkiem...Ale żeby aż tak ?! Zdziwniej i zdziwniej.. Wracając do tematu. Wdzięczności brak. Rozumiem, że pokutuje u nas syndrom "matki - polki". A w odniesieniu do matek naszych dzieci - jest zdaje się nasilony. Nie wiem ile z tego jest wynikiem oczekiwań społeczeństwa faktycznych, ile nastomast narzuconej nam przez te oczekiwania postawy koniecznej "dzielności". Czy przez konieczność sprostania wizerunkowi zatracamy odwagę do mówienia tego co rzeczywiście wiąże się z byciem matką "takiego" dziecka? Pieprze to. Godząc się na ten układ odbieramy sobie prawo do bycia wkurzonymi, zmęczonymi i bezsilnymi, czasami rozczarowanymi i pełnymi żalu. Bo w naszym przypadku - wdzięczności brak jest najbardziej bolesną konsekwencją choroby. Jesteśmy i to bardziej niż matki "zwykłych" dzieci matkami bez przyszłości. (wiadomo, będzie postęp, będzie lepiej, ale nigdy...nigdy nie usiądziemy w fotelu wiedząc, że nasze dziecko poradzi sobie samo w świecie). Więc cedosiu - czapki z głów za zamieszczenie takiej notki. Nie wiem, dlaczego trzeba odwagi żeby głosić takie prawdy na forum publicznym. Bo dlaczego trzeba by odwagi, żeby pokazać prawdę? To powinno być naszym naturalnym prawem. Prawem do obrony i ukazania tej resztki siebie, która jeszcze została po całodziennym galopie, zajęciach, terapiach, użeraniach się, płaczach, krzykach, braku empati. Zdziwione spojrzenia czy milczenie innych matek - jest ich problemem. Czasami trudno pogodzić się z tym, że ktoś ma odwagę zwerbalizować nasze "bóle" i przyznać się do nich głośno. Jest to obrazoburcze, obnaża ich słabości - bo kurna...nie wierzę, że te które rzucają po czymś takim jedynie milczeniem..nie przechodzą czegoś podobnego. Nikt nie jest w stanie przeżyć tego wszystkiego z uśmiechem na twarzy i dzielnością w sercu. Co nam pozostaje? Mi pomogła akceptacja tego jak jest. Szkoda energii na walenie głową w mur. Przyznanie sobie prawa do złości, frustracji. Żartobliwe spojrzenie na szaleństwo codzienności - żeby nie oszaleć trzeba się z tego pośmiać. Ironia (ja nie idę przez życie..jestem ciągniona przez moje dziecko ;-) Ostatnio spotkania z pewnymi specjalistami skłoniło mnie do refleksji, że chyba już nie ma we mnie nadzieji. Umiera ostatnia? A niech zdycha. Jest mi lepiej bez nadzieji - kolejny omam którego zniknięcie pozwoli mi na stawienie czoła rzeczywistości. Brak nadzieji - sprawia, że pogodzenie się i akceptacja mają więcej do powiedzenia. Żeby nie było tak całkiem beznadziejnie ;-) próby stworzenia normalnego życia - wbrew wszystkiemu - pomagają także w zachowaniu równowagi. Żyjemy jednak a społecznej alienacji. Z racji miejsca życia (z dala od rodziny), z racji kolejnego nowego domu (nikogo nie znamy w naszym mieście) z racji braku czasu, z racji Mikołaja, który nie ściąga do domu tłumu przyjaciół. Ciężko więc zrealizować zasadę "it takes a village to raise a child" Może powoli uda nam się gdzieś zapuścić korzenie.. To jedna strona medalu. Drugą jest relacja z dzieckiem. Wrażenie jednostronnej miłości - brak odzewu z jego strony. "Spojrzenia jej znużyła mijająca krata, że już nie zatrzymują nic, mdlejące. Czuje, jak gdyby było sztab tysiące,
a za sztabami już nie było świata.
kręcąc się ciągle w tym najmniejszym kole, tworząc jak gdyby taniec siły wokół środka, co więzi ogłuszoną wolę.
zasłona źrenic - I obraz się wdziera, idzie przez członków naprężoną ciszę -
i w głębi serca się zaciera." przyszlamama 2010-02-03 08:41:51 skomentuj (4) sylwester Dzięki dziewczyny za życzenia :-) Udało Wam się to ZEN ? Mi przyznam szczerze - prawie...Pękłam przez moją mamę. Nie miałam serca mówić jej, że nic nie robimy. Przywiozła w słoikach farsz na uszka i pierogi. Trzeba było zrobić. Nie narzekam, to taki rytuał u mnie w domu był. Lepienie pierogów i pogaduchy babskie. Kiedyś jeszcze z babcią. Teraz już tylko z mamą. Uświadomiłam sobie, że niedługo będę musiała stać sama przy tych pierogach. Nie będzie z kim porozmawiać. Córki jak wiamomo - nie mam, a na chłopaków raczej nie liczę. Więc kultywuję tę pamiątkę ze swojego dzieciństwa póki mogę. Pozatym - ZEN. Prezenty. Dzieciaki uszczęśliwone toną książek, zabawek etc. Mnie babcia uszczęśliwiła pościelą (khmm). Choinka - hit mimo, że z pudełka. Prawie się popłakałam na widok lodowiska...Takie tam - resentymenty i żale o to co by mogłobyć a nie jest.. I prawie się popłakałam, jak przez telefon rozszczebiotana teściowa zadała mi pytanie co robimy na sylwestra... Nie posądzam jej o złośliwość...bo przecież wie jak jest. Życzenia na Nowy Rok? Wam życzę spokoju, radości, siły i odwagi, czasu dla siebie.. Sobie nie wiem czego życzyć. Żeby przestało mnie ruszać to co jeszcze potrafi zaboleć. Spiżu sobie życzę. Na sobie. przyszlamama 2009-12-28 08:35:37 skomentuj (3) zen 8 dni do świąt. odliczacie? Upiekłam pierniki (2 sztuki - jeden jedzie z teściową na wigilię do "ich" rodziny). My tzn. ja i drugi piernik zostajemy z naszą rodziną. W tym roku święta sponsoruje ZEN. Lub jak ktoś woli hasło "P...dolę, nie robię". Boże - jak mi z tym dobrze !!! Patrzę na te tłumy ganiające po sklepach, słucham rozmow orbitujących wokół tysięcy pierogów do ulepienia, ryb, sałatek, makowców, pieczeni na dalsze święta - i co...? ZEN Nie rusza mnie to wcale. Błogi ten stan zawdzięczam wieloletnim staraniom pewnej osoby (Khmmm..) dla której to całe świąteczne szaleństwo było bez sensu, po co, na co, daj spokój, olej to. I w tym roku osiągnęłam stan doskonałości. Przestało mi zależeć. Prezenty dla dzieciaków są (no nie oszukujmy się - w końcu co oni winni, że matka przeszła do wyższych stanów świadomości). Choinkę (miniaturkę) wyjmę z kartonika i postawię na możliwie najwyższej półce. Piernik na stół. No i może herbatka... Nic mi nie sschrzani nastroju świątecznego. Bo wiadomo - ZEN. Niczego nie oczekuję. Jest OK. Reklamy caffy jacobs z mikołajem i choinką - kłamią. Udały się komuś takie święta jak z obrazka? Mi nigdy. Więc przestaję się napinać. ZEN Czego i Wam życzę :-) przyszlamama 2009-12-16 15:04:48 skomentuj (3) . Ostatnia notka tutaj jest z maja. Nieźle.. Beznadziejny ze mnie bloger. Zresztą "korespondent" równie do d... Na listy raczej nie odpisywałam/uję, na maile - jak muszę. Nieźle mi zawsze szło bajdurzenie na czatach. Ale teraz - nie mam na to czasu. A potem sie dziwię, że jakoś słabo u nas z utrzymywaniem "więzi międzyludzkich". Wytłumaczenie zasadnicze jest chyba jedno. Zmęczona jestem. Praca-dom-praca-dom-praca-dom-praca.... Albo to przesilenie jesienne, albo faktycznie wypaliłam się już. Zawsze byłam osobą "energetyczną", gotowało mi się pod czaszką, zawsze w ruchu, pełna planów, działań - grunt, żeby sie działo. Teraz swoją aktywność zredukowałam do minimum: -prasowania (tyllko to co noszone na wierzchu...niestety. nawet taki fetyszysta wyprasowanych ciuchów jak ja - poddaje się wobec ogromu prasowania przy 5 osobach), -gotowania (tylko w łykendy i obiad dla nas - dorosłych, którego przygotowanie zajmie łacznie 20 min.), -sprzątania (tylko zamiatam, ogarniam po wierzchu. Kiedy poziom syfu osiąga stany alarmujące - rzucam się do gruntowniejszego zdrapywania brudu...ciff czyni cuda.), Pozostały wolny (hahah) czas to DZIECIAKI. Po poworcie do domu maluchy oblepiają mnie jak małe gumożelki. Muszę wyrwać chwilę na ćwiczenia z Mikołajem (w miarę codziennie). I już jest 19 i kaszka, pampersy, czytanie, spanie.. O 21 jem kolację i dowidzenia się Państwu bo muszę wstać o 5.20! Q..wa.. To wstawanie mnie dobija najbardziej... Jeszcze pół roku temu robiłam więcej, częsciej, z uśmiechem na ustach. Teraz mam wrażenie, że nie idę przez życie...a się wlekę. Gorzej nawet - jestem "ciągniona" ...ciągnie mnie poczucie obowiązku. I jakaś taka cecha charakteru zbliżona chyba do zawziętości bulteriera ("zesram się a nie dam się" pardon maj lengłidż). Tak szczerze... to pary w tym kotle zostało już tylko na tyle.. puf puf ........biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip. przyszlamama 2009-11-23 12:42:13 skomentuj (2) i
Mich spadł w zeszły poniedziałek z huśatwki w przedszkolu i złamał prawą rękę w 2 miejscach. przyszlamama 2009-05-11 09:14:45 skomentuj (1) o wszystkim na długi łykend Chłopaki rosną. Jeremi grubiutki, śmiejący się pełną buźką, rezolutny, gadający. Uwielbiam jego przemowy wygłaszane z poważną miną do np. sznurka z klockami (a pe pe Ge Ge OOO) albo okrzyki bojowe w kąpieli. Ignaś iskierka, malinek, chudziutki chociaż apetyt równy bratu. Powoli zaczyna być też słychać jego głosik ( pe pa pa, daa daa) piszczy jak chce coś dostać, uwielbia piosenki, wierszyki rymowane, pokazuje sroczkę, jak się myje. Najlepiej wychodzi mu wyrzucanie różnych rzeczy z kojca, okrzyki BAAACh i wlepione spojrzenie na dorosłego w oczekiwaniu na „Ojej Ignaś, co zrobiłeś!” No i w przeciwieństwie do brata jest fanem naszego psa (włochatego PONa). Biegnie na chudziutkich nóżkach z brzuchem wypiętym do przodu, dopada sierściucha i wczepia w niego łapki po czym kundel go ciąga po podwórku a on kwiczy ze śmiechu. Poza tym zaczynają się dostrzegać. Już nie tylko w sytuacjach, gdy jeden drugiemu chce coś zabrać (najbardziej pożądane przedmioty to szczotka do zamiatania, szczoteczki do zębów, kredki) ale także obserwują reakcje swoje. Np. Jeremi zaśmiewa się gdy kręcę im miski do prania na podłodze, Ignac staje obok niego i spogląda z boku na to jak tamten rechocze – po chwili przyłącza się też (widać brata śmieszy – to mnie też może ;-) Albo Ignaś podchodzi do Jeremka, wyciąga łapę nad jego głową (wszyscy już gotowi do biegu – bo zaraz włosy polecą) i zaczyna robić mu „cacy cacy”. A propos głaskania – kwiatki zakwitły w ogrodzie. Chłopaki na początku szalały, szarpały, urywały i robiły wszystko by zniszczyć zieleniznę. Ale powolna perswazja i nauka robienia „cacy cacy” kwiatkom dała ten skutek, że nie giną całe zagony tulipanów a jedynie pojedyncze osobniki nie wytrzymują nadmiaru uczuć ze strony młodzieży. Odkryli też uroki korzystania z piaskownicy. Toteż po powrocie ze spaceru wytrzepuję ze spodni, bluz, butów, czapek, wózka jakieś 20 kg piachu a drugie tyle zmiatam z podłogi. Urocze zaprawdę. Kolejne kg kryją się w pampersach więc kąpiele obowiązkowe po takim dniu. Ignac całym sobą czerpie z pobytów na placach zabaw i generalnie wygrywa konkurs na najbrudniejsze dziecko w okolicy. Znaczy szczęśliwe dziecko (wiadomo – dzielą się na czyste i szczęśliwe). Kiedy spacerujemy sobie wieczorkiem i akurat jest np. babcia do obsługi jednego a ja do drugiego wychodzimy sobie na naszą ulicę przed dom, gdzie odkrywamy uroki zaśmieconego lasku brzozowego (cudowne woreczki foliowe, stare butelki po piwie, pety) wszystko nadzwyczaj interesujące i godne podniesienia, zaniesienia do domu ewentualnie (ale matka nie pozwala, no ewentualnie kamyczki cudnej urody). Chyba trzeba będzie zrobić sprzątanie świata i ogarnąć okolicę. I tak powoli poszerza się świat maluchów. Najpierw łóżeczko, potem pokój, potem dom, ogród, osiedle. Teraz Jeremek gna przed siebie naszą piaszczystą ulicą i odkrywa kawał świata – dobiega aż do 3 domu i dopiero wtedy daje się namówić na powrót do domu. Jutro dobiegnie dalej i dalej. A jeszcze niedawno ich nie było. W ogóle. Nawet w planach. A teraz coraz wygodniej rozsiadają się w naszym życiu i świecie. Ciągle mnie zachwyca, że są. Micho uroczy jak zawsze. Spacery z nim to temat na osobną opowieść – czasami bywa jak u Pratchetta. Idzie Micho, maluchy w wózku i „gadamy”: „ Już dzieci sodko spiom. Mamo! Mamo!” „Tak, już dzieci śpiom” „A tu te tam, tu te, tu te, tu te. Na wami i maz. Na wami! Mamo! Na wami!” „Tak Michu, na Warmi” „Lulus, kolejowe, kolejowe. Mamo!” „Luluś, narysuj kameleona” „Dugem,kugem, pati pati pati pooo…” etc etc Może tak nadawać cały spacer, przerywany okrzykami, atakami paniki (Boje pieseków!), zatykaniem uszu, bieganiem (UCIEKAAAMYYY), podskokami, płakaniem (No to nieeeee), śmiechem. Na placach zabaw ogarnięcie tej trójki przekracza możliwości techniczne jednej osoby. Już bliźniaki to niezłe wyzwanie, do tego Micho też wymaga uwagi. Scenki czasami komiczne bywają. Ganiamy po placu zabaw. Wcześniej było wesołe miasteczko. Micho negocjuje co 2 min. Powrót (Do parku! Ciasteczko Wesołe!) ale młodym też się coś należy, więc na razie posiedzimy tu. Upał. Pot po tyłku się leje. Maluchy szczęśliwe rozłażą się każdy w inną stronę. Micho też. Co chwilę (Mamo! Pohuśtać! Mamo! Pomóż). Jeremek opanowuje sztukę zjeżdżania, Ignac pływa w piaskownicy. I tak sobie radośnie ganiamy przez godzinę. Mamy już lekko dosyć. Bliźniaki wspinają się na zjeżdżalnię. Ja asekuruję jednego, PM drugiego. Podbiega Micho: „Pić!” Nie mamy wolnej ręki, więc Micho musi sobie sam poradzić. „Idź do wózka, tam jest Twój sok”. Micho po trzecim powtórzeniu popartym gestem (TAAAM! Wózek! Sok!) łapie o co chodzi, biegnie z sokiem. Zębami odkręcam butelkę, rękami asekurując Jeremka który akurat zawisł gdzieś na wysokościach. Micho pije, odnosi sok (Odnieś do wózka, tam. Do WÓZKA. Dobrze, świetnie!). Wraca i targa worek chrupek. Na ten widok wybuchamy śmiechem z PM. Każde z nas jest zchetane jak koń po westernie, ręce zajęte maluchami, ekwilibrystyka z sokiem już była niezła a tu nadciąga worek chrupek i już wiemy, co się rozpęta za chwilę. Osiągamy szczyt rodzicielskiej głupawki. Jesteśmy w mniejszości, ich jest trzech. Przegrywamy i pozostaje nam już tylko poczucie humoru oddzielające nas od szaleństwa. Maluchy widząc chrupki podnoszą wrzask (DAAAJ CHAKA!!) Wszyscy walczą o worek (Micho nie chce puścić, Maluchy też). Rozsadzamy towarzystwo, wycieramy ręce, zatykamy gęby chrupkami. Upał jeszcze gorszy. Potem da capo… Micho „Pić!” Maluchy dostrzegają butelkę też chcą pić. Wszyscy piją. Ja trzymam ich butelki (bo świetnie się nimi rzuca) Micho skacze ze swoją obok (Micho! Nie skacz bo się zakrztusisz! „nie skacz, nie skacz” i skacze patrząc mi w oczy), PM biega po placu i zbiera rozwłóczone 234 zabawki. Wracamy do Wesołego ciasteczka. Po 20 min lżejsi o 20 zł wydane na dmuchane zjeżdżalnie wyciągam Micha do domu obietnicą lodów. Przez 25 min drogi do domu prowadzimy dialog: „Wafelka! Lody” „tak, będą lody” „Zimne lody, wafelka” „Jak dojdziemy” „Wafelka!” „Za chwilę” „Za chwilę wafelka. Mamo! Wafelka!” „zaraz” „zaraz, wafelka” Etc etc. przyszlamama 2009-04-30 12:36:02 skomentuj (2) . Przy okazji dyskusji o jakimś filmie zaczęliśmy wczoraj tworzyć tzw. Pierwszą 10 TOP HIT SUPER filmów Ever. Oczywiście – każdy swoją, bo okazało się, że mimo że wymieniamy te same filmy to już co do ich klasyfikacji (pierwsza piątka, pierwsza dziesiątka, pierwsza setka) mamy kompletnie inne zdanie. Moja pierwsza dziesiątka wyglądałaby na dzień dzisiejszy tak (KOLEJNOŚĆ PRZYPADKOWA!):
Dobra poddaję się..nie mieszczą mi się tutaj jeszcze: Amelia, Trainspotting, Przełamując fale, Podwójne życie Weroniki, Siedem, Fight club, Pianistka, Il monstro (z R.Benigim) ****************************************************************
Zaczyna mnie martwić Ignacy. Ruszymy więc z machiną neurolog, foniatra, psycholog.. Bywa, że nie reaguje na swoje imię. Nie potakuje (za to pięknie kiwa nie nie) Mówi tylko „da”, powtarza jak robią zwierzątka. Naśladuje, pokazuje części ciała, rozumie polecenia (daj, chodź, idziemy na górę). Więc nie jest dramatycznie. ALE w porównaniu do Jeremiego – jest gorzej No płakać mi się chce nie przeczę. Bo ile razy można do tej samej rzeki? Z jednej strony – zamarłam. Z drugiej – czuję, że nie jest źle, że jakoś to się potoczy. Że to jednak nie jest Mikołaj. przyszlamama 2009-03-05 11:05:08 skomentuj (3) Psychiatra Misiek w sobotę odrabiał zaległe zajęcia z logopedą a przy okazji wcisnęliśmy go na „darmowe” konsultacje psychiatryczne. Pojechał z Tatą. Już na wstępie pani psychiatra zapytała „A gdzie mama?” "Matka wyrodna dzieckiem się nie interesuje, wysyła ojca" – szkoda, że TM nie walnął takiej odpowiedzi, boby pani pasowało do obrazu „zimnej matki”. A potem standardowo. Nie ma cudownej pigułki. Diagnoza: połowa autyzmu a druga połowa opóźnienia umysłowego. W całości – Misiek ;-) Zaburzenia okołoautystyczne – bo echolalie, zaburzenia w sferze społecznej (ale nie dramatyczne) – nie pełny obraz, bo brak stereotypii i innych „umilaczy” autystycznych. Opóźnienie umysłowe – lekkie łamane na średnie.
No i mój ulubiony tekst: Uwielbiam takie teksty ze strony Pań terapeutek. Tak jak to gdzieś napisała cedosia – one widzą dziecko 1h, a potem wracają do swoich domów, zdrowych dzieci, spokojnej przyszłości, a my zostajemy nie dość, że ze „świrowatymi” zachowaniami to jeszcze z próbą zaszczepienie poczucia winy. K…mać! Szkoda, że mnie tam nie było – bo bym chyba poszła po bandzie. Nasze upominanie Micha w tym względzie (nie skacz, nie wolno dotykać nóg) traktujemy jako jeden z etapów wychowawczych. Tak jak naukę mówienia „dziękuję”, mycia rąk czy samodzielnego ubierania. A może jesteśmy w błędzie? Pytanie do tych w temacie zainteresowanych – czy wy pozwalacie na takie „odchyły” bez słowa, z pełną akceptacją (niech sobie robi)? Aha – mamy ewentualnie zalecenie na konsultację neuropsychologiczną. Ktoś korzystał? Ki czort? Warto się w to pchać? Swoją drogą, jeszcze parę lat temu słysząc taką diagnozę chyba bym sobie podcięła żyły. Z czasem jednak człowiek uczy się żyć. Ze wszystkim. przyszlamama 2009-02-09 08:44:04 skomentuj (2) |
'"I am not, I will not be. I have not, I will not have. This frightens all children, And kills fear in the wise." Doula, czyli przyjazna dłoń na początki macierzyństwa.
A może by tak pomóc? Dom Misi wspaniała idea - zdecydowanie wspieramy Najmłodsi 5 zł wystarczy:) Nowe Odkrycia Mazusy z Kataru Odchudzona Druga siostra Jedna siostra Dzidziaki Michalina zostanie w pamięci Mamusie i tatusie Cedosia Mama Naty & ...:-) Michowa Mama Już czwórka Agnieszek Ciotki & wujki ;) Ciotka NieAnielica Przydatne Mediweb Bobasy Babyboom Potomek Pod sercem Zdjęcia (ang.) Forum eDziecko na Gazecie Dziecko Info ::księga gości:: 2010 luty 2009 grudzień listopad maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień lipiec czerwiec maj marzec styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień luty 2006 sierpień lipiec maj marzec luty 2005 grudzień listopad październik kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień |